Jak druk 3D uratował moją żonę

Jak druk 3D uratował moją żonę

Będzie patetycznie, ale to historia o ogromnej determinacji. To opowieść o tym, jak pokonać strach i jak niezwykle ważna bywa w życiu aktywna postawa. To dzieje wielkiej miłości. Do człowieka i nauki. To także rzecz o druku 3D, który uratował kobietę.

Kalifornia. Początek lata 2013

Michael Balzer czuje, że sprawy przybrały dobry obrót. Ma pełne prawo. Pokonał chorobę, która wprawdzie kosztowała go utratę pracy, ale pomysłów na przyszłość mu nie brakuje. Jego żona, Pamela Shavaun Scott, pracuje z ludźmi borykającymi się z uzależnieniem od gier video a on, bezrobotny, były pracownik Air Force, inżynier oprogramowania i pasjonat technologii 3D, wpada na pomysł wykorzystania druku 3d w terapii uzależnień. Natychmiast przechodzi od projektu do jego realizacji i niedługo potem współpracuje z żoną już jako właściciel firmy zajmującej się projektowaniem i drukowaniem 3D. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jakiego znaczenia jego działalność i pasja nabiorą już w najbliższej przyszłości.

Wszystko toczy się zatem gładko, a ich spokój mącą jedynie bóle głowy, na które coraz częściej zaczyna uskarżać się Pam. I pewnie mogliby je zbagatelizować, gdyby nie to, że zaledwie kilka miesięcy wcześniej usunięto jej tarczycę. W takiej sytuacji ich nerwowa reakcja jest jednak w pełni uzasadniona.

zaprojektujemy szkolenie z druku 3d dla twojej firmy

Dwie diagnozy

Za namową męża Pamela poddaje się rezonansowi magnetycznemu, a ten nie pozostawia żadnych złudzeń – tuż za jej okiem zagnieździł się trzycentymetrowy guz. Ich przerażenie sięga zenitu. Mniej przejęci są jednak radiolodzy. Tłumaczą, że wystąpienie tego rodzaju podejrzanej masy tkankowej jest wśród kobiet dość częste i zalecają wykonanie powtórnego badania w ciągu roku. Podejście lekarzy nie podoba się Balzerowi.

Niedawne usunięcie tarczycy, któremu poddała się Pam, nauczyło go, że bierna postawa wobec diagnoz stawianych przez specjalistów nie jest najlepszym z rozwiązań – gdyby wówczas siedzieli bezczynnie i poddali się zaleceniom lekarzy, to po usunięciu operacji kobietę czekałaby długa rekonwalescencja oraz pamiątka w postaci dużej blizny. Niespokojny duch Balzera już wówczas nie pozwolił mu nie szukać alternatyw. I słusznie – tego, czego nie byli w stanie zrobić lekarze z Californii, z powodzeniem uczynili medycy z Pittsburgha. Operacja przebiegła niemal bezinwazyjnie i nie pozostawiła praktycznie żadnych śladów.

Dlatego i tym razem, nie zważając na opinię lekarzy, wysyłają wyniki rezonansu Pameli do kilku neurologów w kraju. Niemal żaden z nich nie ma wątpliwości – Scott potrzebuje operacji.

DIY

Balzer bierze sprawy we własne ręce. Prosi o udostępnienie mu plików DICOM (cyfrowy format zapisu RM ) i rozpoczyna własne badania. Kilka miesięcy później Scott poddaje się kolejnemu rezonansowi. Jego wyniki niemal zwalają ich z nóg – guz urósł na tak znacząco, że należy sądzić, iż stan chorej jest o wiele poważniejszy niż wskazywały wcześniejsze diagnozy.

Michael spędza długie godziny, porównując w Photoshopie stare i nowe pliki z wynikami rezonansu, studiuje je wnikliwie, warstwa po warstwie. I nagle jest pewien, że radiolodzy popełnili pomyłkę w pomiarach – rozmiar guza nie uległ żadnej zmianie. Ulga. Jednak zaraz po niej nadchodzą najzwyklejsza wściekłość na lekarski błąd, większa niż kiedykolwiek determinacja do bacznego patrzenia im na ręce i przełomowy pomysł na przekonwertowania posiadanych plików na obraz w trójwymiarze. Laik pomyśli teraz: skomplikowane. Bynajmniej. Chociaż trzeba przyznać, że nasz bohater z racji wykształcenia i pasji jest do tego o wiele lepiej przygotowany niż większość śmiertelników.

Jaki jest guz…

Intruz znajduje się tuż pod mózgiem Scott, a to oznacza, że usunięcie go wiąże się z otwarciem czaszki i uniesieniem mózgowia. Brzmi ryzykownie i takie właśnie jest – jeśli coś pójdzie nie tak, Pamela może stracić węch, smak, a nawet wzrok. Michaelowi potrzebne jest dokładne odwzorowanie czaszki żony. Tylko w ten sposób będzie można poznać dokładne umiejscowienie guza i zastanawiać się, czy pozbycie się go jest możliwe przy użyciu mniej inwazyjnych metod niż kraniotomia.

Balzer zabiera się do pracy, ściąga darmowe oprogramowanie o nazwie InVesalius, konwertuje obraz rezonansu magnetycznego Scott w model 3D i tak oto może przyglądać się guzowi z każdej strony. Wyniki swojej pracy przesyła neurochirurgom w całym kraju. Odzew nie jest wielki, ale znajduje się ochotnik, który zgadza się rozważyć możliwość usunięcia guza poprzez powiekę, z użyciem mikrowiertła. To pracownik tego samego szpitala, w którym Pam miała usuwaną tarczycę…
Obraz 3D pozwolił na dokładne zlokalizowanie i określenie wielkości guza
Drukarki idą w ruch. Michael drukuje kilka pełnowymiarowych modeli przedniej części czaszki żony, pakuje je i wysyła wprost do Pittsburgha.

Pensylwania. Maj 2014

Nowotwór zostaje w 95% usunięty poprzez niewielki otwór nad lewym okiem. Operacja trwa 8 godzin. Lekarz, który operuje zauważa, że guz zaczął oplątywać nerw wzrokowy. Gdyby zwlekali jeszcze 6 miesięcy, wzrok pacjentki mógłby poważnie i trwale ucierpieć. Po 3 tygodniach od operacji Pam wraca do pracy. Jej blizny, jak mówi Michael, są widoczne wyłącznie dla niej.
Wydruk 3D pozwolił uchronić wzrok żony Balzera
Michael Balzer zupełnie przypadkowo stał się pionierem tego, co według naukowców z Medical Innovation Lab w Austin już wkrótce będzie standardem. Użycie druku 3D w planowaniu działań medycznych oraz wyjaśnianiu diagnoz pacjentom ma stać się „nową normalnością”. Perspektywy jego zastosowania są jednak znacznie szersze.

Źródło:http://makezine.com

Autor: Aleksandra Skimina




8 thoughts on “Jak druk 3D uratował moją żonę

Komentowanie jest wyłączone.